Hej. Jestem Ann. Nienawidzę szkoły , nienawidzę szkoły , nienawidzę szkoły. Kto ją wymyślił ?! Jeśli chodzi o moje wyniki, nie należę do osób mądrych . Nic nie łapię, nauka trudno mi przychodzi, nawet gdybym miała uczyć się godzinami . Jestem w 2 liceum , a moje pełne imię brzmi : Anabell. Nie przepadam za tym imieniem , dlatego znajomi mówią mi Ann. Moją najlepszą przyjaciółką jest Ally. Co prawda znamy się rok , ale to właśnie ona oprowadziła mnie po nowej szkole oraz to właśnie z niej czerpię inspiracje. Ma na imię Ally . Jest miła , ale tylko dla mnie i dla Bena. Resztę zupełnie olewa , nie obchodzi jej nic , co o niej mówią. Aż jej się sama dziwię. Dzisiaj ubrana jest w swoją przecudną skórzaną kurteczkę, której zawsze jej zazdrościłam , niestety z braku środków materialnych chodzę w kurtce po starszej siostrze Megan. W domu mieszkam sama z tatą, Megg ukończyła szkołę i prowadzi własne życie. Mama zmarła zaraz po urodzeniu mnie. Do dzisiaj sobie tego nie wybaczam. W każdą rocznicę śmierci matki zadaję sobie ból rozdzierając skórę żyletką. Nienawidzę całej siebie.
- Bell, wstawaj ! Czas do szkoły ! - Jak zawsze rano krzyknął tata. Nienawidzę kiedy wypowiada te słowa. Nigdy nie nazwał mnie inaczej jak tylko ' Bell ' . Ygh to takie słodkie, aż dreszcze odwiedzają moje ciało delektując się moim obrzydzeniem .
-Bell, drugi raz nie powtórzę, wstawaj ! - Byłoby dobrze, gdyby nie powtórzył . Uśmiechnęłam się do siebie i zaczęłam się szykować.
- Idealnie - Mruknęłam sama do siebie po czym zbiegłam na dół i zjadłam śniadanie. Rob ( mój ojciec ) jak zawsze czekał już na mnie w samochodzie. Ubrałam kurtkę i wsiadłam do wozu.
Wreszcie znalazłam się w tej szkole. Na słodkim i wesołym wszakże korytarzu , znienawidzonym przeze mnie , dosłownie obok mnie stał "on" . Coś powiedział , ale nie zrozumiałam go . Jak to mam w zwyczaju zatonęłam w jego brązowych, zawistnych oczach . Był taki przystojny . Wreszcie złapał mnie za rękę i szepnął mi do ucha cudowny komplement. Wziął mnie na ręce i wyniósł mnie ze znienawidzonego korytarza, do ciemnego , pięknego kąta , gdzie nikt nas nie widział , zamknął mi oczy i pocałował . W końcu zdjął rękę z moich oczu i zaprosił mnie do klubu , gdzie nie mają prawa wstępu "tapeciary" itp.
- Ann. ! Słyszysz ? - Kilka razy trząchnął mnie chodzący ideał . Zaśmiał się cichutko . Wiedział , że się w nim podkochuję. Widział to. IDEAŁ
- Ah , tak przepraszam , denerwuję się przed testem z Chemii , przepraszam - wyjąkałam zachrypniętym i zawstydzonym głoskiem.
- Coś chciałeś ?
- W piątek są Andrzejki . Chciałabyś się ze mną wybrać na spacer do tego domu w lesie ? Byłem tam już raz, to piękne miejsce . Cisza , spokój ... odizolowanie od świata.
- Ten opuszczony ? - zapytałam zdruzgotana, ale nie chciałam dać po sobie poznać strachu . Musiałam się zgodzić ...
- Do zobaczenia ..
- Cześć - odpowiedziałam półgłosem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz